Burka w Nepalu nazywa się sari, czyli o kraju, w którym trwa walka o godność kobiet [wywiad z Edytą Stępczak]

Pod koniec zeszłego roku ukazała się na polskim rynku książka poświęcona kobietom w innej niż europejska kulturze – tym razem chodzi o kulturę nepalską. Publikacji mówiących o roli i pozycji kobiet w różnych zakątkach świata ukazuje się mnóstwo, ale „Burka w Nepalu nazywa się sari” jest moim zdaniem wyjątkowa. Edyta Stępczak, jej autorka, napisała książkę z perspektywy osoby znającej temat „od środka” – mieszkała w Nepalu 5 lat – ale i kogoś o ogromnej wrażliwości na nierówności społeczne. Pewnie dlatego ta publikacja pozostaje w głowie na długo.

Zapraszam więc do lektury wywiadu z autorką!

W jaki sposób trafiła Pani do Nepalu? Czy przed wyjazdem do tego kraju wiedziała Pani coś o sytuacji tamtejszych kobiet?

Edyta Stępczak: W moim przypadku wszystko zaczęło się od gór. Już w liceum – kiedy zaczynałam się wspinać – moim marzeniem były Himalaje. To taka logiczna droga po Alpach, Tatrach, Dolomitach. Myślę, że każdy górołaz marzy o tym, by trafić kiedyś właśnie tam. Mnie się to udało na studiach.

Zanim trafiłam do Nepalu po raz pierwszy, czytałam o nim wszystko, co wpadło mi w ręce, a ponieważ dostępna była wyłącznie literatura górska, bo innej się o tym kraju nie pisuje, nie wiedziałam, co tam zastanę, nie miałam świadomości na temat tamtejszych problemów społecznych.

Po mojej pierwszej wizycie postanowiłam, że wrócę do tego kraju, ale w innej roli – do pracy społecznej. Zauważyłam bowiem sygnały, które dawały mi do zrozumienia, że pod tą piękną powłoką kryje się coś innego.

edyta stepczak

Edyta Stępczak, źródło: archiwum autorki

No właśnie – Nepal kojarzy się z drobnymi, dobrotliwymi Szerpami, potulnie wnoszącymi himalaistom ich sprzęt na górskie szczyty. Jak więc osoba, która przyjeżdża z zewnątrz może się zorientować, że coś tu jest nie tak?

To na pewno zależy od indywidualnej wrażliwości człowieka na niesprawiedliwość społeczną, na takie sprawy jak np. wykluczenie społeczne. Są ludzie, którzy jeżdżą do Nepalu od lat i niczego takiego nie widzą.

Ja te sygnały zauważałam np. w takich sytuacjach, gdy przewodnicy w górach siadali ze swoją grupą do stołu, ale tragarze już nie mogli. Jako niżsi w hierarchii musieli jeść osobno. Mnie to bulwersowało. To samo ze sprzątaczkami – z powodu swojego niskiego statusu były ignorowane, jakby nie istniały. Miały wykonać swoją pracę i odejść, nie zwracając na siebie uwagi.

No i takie obrazki, jak objuczona tobołami kobieta, a przed nią kroczący z założonymi rękami mężczyzna też się zdarzały. Intrygowało mnie, dlaczego tak się dzieje, jak wygląda przekrój społeczny Nepalu.

Nie miałam jednak pojęcia o skali problemu. Osiem lat po pierwszej wizycie zamieszkałam w tym kraju i dopiero wtedy zaczęłam odkrywać to jego „pozagórskie” oblicze. Było to bardzo powolne odkrywanie, bo to nie są kwestie wizualnie oczywiste, narzucające się.

Jak udało się Pani po takim czasie wrócić do Nepalu?

Moim celem był powrót do pracy społecznej, próbowałam więc znaleźć miejsce, w którym mogę się przydać, zaangażować. Najbardziej logiczny wydawał mi się kontakt z którąś z organizacji pozarządowych. Znalazłam taką organizację, która przemówiła do mnie profilem swojej działalności, to była hiszpańska NGO. I kiedy wreszcie, po ośmiu latach, było mnie stać na wolontariat, wyjechałam.

Po roku zaczęłam współpracować także z innymi, lokalnymi organizacjami. Zaczęłam też zbierać materiał do książki. Z czasem stawało się to łatwiejsze, ponieważ poznawałam nowych działaczy, nawiązywałam kolejne znajomości.

burka

W swojej książce szczególną uwagę poświęciła Pani jednemu aspektowi nepalskich nierówności społecznych – temu, jak traktowane są tam kobiety. Zaznacza Pani, że na ich niską pozycję w społeczeństwie ma wpływ religia. W Nepalu dominuje hinduizm, który, w odróżnieniu od chrześcijaństwa, jest religią politeistyczną i ma niejedną boginię. Jak to więc możliwe, że choć Nepalczyk potrafi czcić kobietę-bóstwo, jednocześnie może nie szanować kobiety-człowieka? Dlaczego nie zachodzi tutaj korelacja?

To jest właśnie jeden z najbardziej kontrowersyjnych dylematów, na który zresztą zwracali mi uwagę sami Nepalczycy – oni też tego nie rozumieją. Dlaczego w tym kraju czci się boginie, a poniża kobiety.

Hinduizm wyznaje 81% mieszkańców Nepalu. I to właśnie hinduizm w znakomitej mierze odpowiada za opresję wobec kobiet. Nie sama religia, ale jej interpretacja, której dokonali bramini, czyli przedstawiciele najwyższej kasty kapłanów. Czczenie bogiń to wynik ogólnej bogobojności Nepalczyków, a dyskryminacja kobiet to skutek ich wizerunku społecznego, upowszechnionego właśnie przez braminów.

Chciałabym zaznaczyć, że święte pisma hinduizmu – Wedy, Purany, były stosunkowo liberalne względem kobiety. Dopiero ta wykładnia braminów wyrządziła kobietom krzywdę, przedstawiając je jako słabe, zależne, głupie, nieczyste, niegodne.

W społeczeństwie tak dewocyjnie religijnym jak nepalskie, teorie głoszone przez kapłanów są przyjmowane bezkrytycznie. Bramińska interpretacja pism świętych zainspirowała pisma świeckie: poezję, literaturę, porzekadła ludowe. Ten wizerunek był przekazywany z pokolenia na pokolenie i solidnie osadził się w kulturze.

Winiąc braminów, ekstrapolujemy tę winę na hinduizm, co nie do końca jest fair.

O tym, jak negatywny wizerunek nepalskiej kobiety został utrwalony w różnego rodzaju pismach, możemy się o tym przekonać na podstawie tych fragmentów:

Bębny i idioci/Niedotykalni, zwierzęta/I kobiety nadają się/Tylko do bicia (fragment eposu „Ramczaritmanas”)

Choćby mąż był bezużytecznym kobieciarzem i draniem, kobieta musi zawsze czcić go jak boga (słowa Manu, praojca hinduizmu)

Będąc każda żoną tego samego męża/Grzechem jest, jeśli żony złoszczą się na siebie/Kiedykolwiek on umrze/Musicie razem wskoczyć w ogień (rady dotyczące samospalenia wdów-żon poligamisty, autorstwa XIX-wiecznego poety Bhanubhakty Acharyi)

A czy wobec tego można powiedzieć, jaka jest nepalska kobieta? Czy w Nepalu istnieje dominujący wzór kobiecych zachowań, postaw, oczekiwań od życia?

Zanim dojdziemy do tej generalizacji, która zawsze jest w jakimś stopniu ułomna, należy powiedzieć, że nie ma jednej Nepalki. Stopień dyskryminacji kobiet w Nepalu zależy od tego, z jakiej grupy etnicznej i wyznaniowej pochodzą. W tym wieloetnicznym, wielorasowym, wielokulturowym i wielowyznaniowym kraju mamy aż 125 grup etnicznych i kast.

Opresja wobec kobiet nie jest taka sama w grupach etnicznych wyznających buddyzm, czyli tych o korzeniach tybetańsko-birmańskich i w grupach indoeuropejskich, które wyznają hinduizm (moja książka dotyczy przede wszystkim kobiet z hinduistycznej większości). Panie z tej pierwszej grupy cieszą się znaczną swobodą – mają większą wolność seksualną, nie są aż tak kontrolowane przez męskich członków rodziny, dysponują swoimi pieniędzmi.

Co ważne, i wydawałoby się, że nielogiczne – im wyżej w hierarchii, tym kobiecie trudniej. Można by przypuszczać, że w wyższych kastach panuje większy liberalizm, bo przecież i ludzie są lepiej wykształceni. Jest jednak odwrotnie – dochodzi do jeszcze większej kontroli kobiety.

kobieta z wioski haku, dystrykt rasuwajpg

Kobieta z wioski Haku, północny Nepal

Najwyższe kasty orientują się na takie kwestie jak honor i prestiż, podobnie zresztą jak w społeczeństwach islamskich, gdzie honor mężczyzny jest wyżej ceniony niż zdrowie i życie kobiety. To ona jest nośnikiem moralności – jej moralność przekłada się na moralność wszystkich członków rodziny.

To broń obosieczna – z jednej strony daje kobiecie wielką władzę, bo może dzięki niej dodać rodzinie prestiżu, ale z drugiej i przynieść jej hańbę, z czym wiąże się dla niej ogromne zagrożenie.

Kobieta przynosi rodzinie honor rodząc synów, a nie córki, a także będąc przykładną żoną, synową, matką, wzorową gospodynią domową. Hańbi ją za to wtedy, gdy ma same córki albo jest bezdzietna, kiedy jako gospodyni pozostawia wiele do życzenia, ale również, gdy padnie ofiarą agresji seksualnej. To dlatego wieczorami nie mogłam umówić się z żadną kobietą na rozmowę, co utrudniało mi zbieranie materiału do książki.

Na pewno w wielu rodzinach działa instynkt: „dbamy o ciebie, nie chcemy, żeby coś ci się stało”. W wielu innych przypadkach motorem takiej ostrożności jest przekonanie, że zgwałcona kobieta przyniesie hańbę całej rodzinie. W Nepalu, jak w wielu innych miejscach na świecie, za gwałt obwinia się ofiarę, a nie sprawcę.

A odpowiadając na Pani pytanie o to, jaka jest przeciętna Nepalka, trzeba powiedzieć, że kobiety są pracowite – cały dom jest na ich głowie. Są z zasady łagodne i uległe, rzadko zdarzają się kobiety tzw. temperamentne, bo od dzieciństwa wpaja im się, że to rzecz źle widziana, która kładłaby się cieniem na jej moralność.

Panie rzadko zabierają głos publicznie. Zawsze brakowało mi tego, gdy się spotykaliśmy – mężczyźni rozmawiali, odpowiadali na pytania i potem zadawali mi swoje – o naszą kulturę, a kobiety zwykle milczały albo odpowiadały schematami. Te odpowiedzi niczego o ich indywidualnym „ja” nie mówiły.

Różnice w traktowaniu mężczyzn i kobiet są więc bardzo wyraźne…

Tak, doskonale widać to choćby po imionach nadawanych dziewczynkom i chłopcom. Imiona męskie chwalą takie atrybuty jak mądrość, odwaga. Mężczyzna jest panem tego, władcą owego. A kobieta? Ma takie cechy, które ułatwiają mężczyźnie kontrolę nad nią: jest uległa, łagodna, spolegliwa, najlepiej jeszcze piękna.

A jaką pozycję ma kobieta w rodzinie? Jakie role przypisuje się matkom, żonom, wdowom czy… teściowym?

Sytuacja kobiety w domu polepsza się, kiedy rodzi syna. Syn i jego pozycja są najsilniej ugruntowane w hinduizmie, ponieważ to na nim właśnie spoczywa obowiązek wykonania rytuałów pośmiertnych wobec rodziców. Bez tych rytuałów ich dusza nie przejdzie do innego świata, więc syn jest niejako przepustką rodziców do nieba. Męski potomek to dla nich nie tylko „inwestycja” w życie wieczne, ale i doczesne.

On zajmuje się bowiem rodzicami po ślubie, zostaje w domu, nie wyprowadza się do żony. Na starość jest ich jedynym zabezpieczeniem finansowym. W Nepalu nie ma powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych, a więc emerytur i innych świadczeń socjalnych.

A pozycja żony w rodzinie? Oto fragment książki „Burka w Nepalu nazywa się sari”, opisujących sam tylko moment wstąpienia w związek małżeński:

Obrzędy podczas ceremonii zaślubin zapowiadają podległą pozycję kobiety wobec męża. Jednym z nich jest zjedzenie resztek po panu młodym, dokończenie słodkiego kasar. A trzeba wiedzieć, że w miejscowej tradycji jedzenie, którego ktoś dotknął ręką lub ustami, staje się dla innych jhuto, nieczyste, i powinno się stanowczo unikać z nim kontaktu. Pozycja męża jest więc tak dalece nadrzędna, że jedzenie przez żonę resztek jego posiłku nie jest dla niej jhuto. Innym symbolem jest zamiana miejsc: kobieta, siedząca początkowo po prawej stronie narzeczonego, w pewnym momencie ceremonii musi się przesiąść na mniej honorową pozycję, po jego lewej stronie. Odtąd to tam będzie jej miejsce w ich wspólnym życiu. Zwyczajem przestrzeganym głównie wśród wysokich kast jest umycie mężowi stóp, uznawanych za najbardziej nieczystą część ciała, a następnie wypicie użytej do ablucji wody. 

Wydaje się, że najsilniejszą pozycję kobieta zyskuje w rodzinie, gdy zostaje teściową. Nie chcę tu uprawiać podwórkowej psychologii, ale kiedy kobieta była poddana opresji przez całe swoje życie, bo najpierw decyzje podejmowali za nią ojciec i bracia, a później mąż i teściowie, gdy sama zyskuje władzę nad kimś – a konkretnie nad synową – może dziać się różnie.

Bardzo generalizując, ofiary opresji zachowują się na dwa możliwe sposoby – jedni skorzystają z okazji i „odbiją” sobie za te wszystkie lata, a inni będą chcieli oszczędzić drugiej osobie tego, przez co sami przeszli.

Natomiast sytuacja wdów jest trudna do tego stopnia, że praktycznie umierają one za życia. Są obwiniane za śmierć męża, bez względu na to, co było rzeczywistą i potwierdzoną przez lekarza przyczyną zgonu. W Nepalu, jeśli nazywamy kogoś wdową, to raczej oskarżamy ją o to, a nie po prostu nazywamy. Dobra żona umiera przed mężem.

Istnieje bardzo okrutna wdowia etykieta: kobieta musi do końca życia przestrzegać surowej diety, nie może nosić kolorowych strojów, biżuterii, ozdób. To niejako pokuta dla niej za to, że przeżyła męża.

Wdowiec natomiast powinien się szybko ożenić, bo przecież ktoś musi się zająć dziećmi, domem, jego rodzicami. Jak jest w przypadku kobiet? Choć nie ma oficjalnego zakazu powtórnego zamążpójścia, liczba wdów jest trzykrotnie większa niż wdowców.

Nepalczycy różnie próbują sobie z tym radzić. Społeczność Newarów, czyli rdzennych mieszkańców doliny Katmandu, żeby uchronić kobiety przed ostracyzmem, na jaki skazuje je wdowi status, wykształciła zwyczaj ihi, polegający na wydaniu za mąż kilkuletnich dziewczynek za boga Narajana pod postacią owoców z drzewa bel. Po to, by, nawet jeśli kiedyś ziemski małżonek tej kobiety umrze, ona nigdy nie została wdową. Pozostanie bowiem zamężna z nieśmiertelnym bogiem.

kobieta z grupy etnicznej tamangjpg

Kobieta z grupy etnicznej Tamang, fot.: Edyta Stępczak

A czy w Nepalu znajdziemy singli i singielki, stare panny i starych kawalerów?

Na początku mojego pobytu w Nepalu, kiedy jeszcze wielu spraw nie rozumiałam, rozmowy z Nepalczykami były dla mnie szokujące. Np. młodzi ludzie zawsze wyrażali pewność, że się ożenią czy wyjdą za mąż. „Kiedy się ożenię”, a nie: „jeśli się ożenię”. W naszym świecie praw człowieka, feminizmu, tego nie ma. Nepalka nie musi się martwić tym, że nie znajdzie partnera, natomiast ten partner może być dla niej znaleziony przez rodziców. Ma to swoje złe strony. Ale pokazuje, że w świecie aranżowanych małżeństw rzadko spotyka się singli.

Na pozycję kobiet w Nepalu ma również wpływ to, jak w tym kraju rozumiana jest kobiecość w sensie biologicznym. Polki co miesiąc mogą co najwyżej zastanawiać się, czy wybrać podpaskę, tampon czy kubeczek menstruacyjny, podczas miesiączki ich status nie ulega żadnej zmianie. Jak ta kwestia wygląda w Nepalu? Jaki dostęp do środków higienicznych mają Nepalki i jak traktowana jest tam menstruacja?

Religia macza palce we wszystkim, nawet w fizjologii i w tym, jak jest ona postrzegana. Głównie fizjologia kobiety. To ona jest przez jej pryzmat widziana jako nieczysta. Ta fizjologia jest narzędziem kontrolowania kobiety przez mężczyznę, ograniczania jej, np. w czasie miesiączki czy po porodzie. Pozwala na to patriarchat, nakazuje to praktyka religijna.

Na wsiach kobieta w czasie miesiączki jest izolowana w szałasie, oborze dla zwierząt lub małej chacie w pobliżu domu – to tzw. zwyczaj chhaupadi, oficjalnie nielegalny, w rzeczywistości nierzadko praktykowany. Trochę inaczej, za względu na ograniczoną przestrzeń, jest w miastach. Kobiecie nie pozwala się wtedy wejść do kuchni, gotować dla reszty rodziny. Jest izolowana wewnątrz domu.

Nepalki mają ograniczony dostęp do środków czystości, zamiast podpasek – które są zbyt kosztowne dla przeciętnej kobiety – używają piasku, kawałków starego materiału, liści. Co szkodzi ich zdrowiu, naraża na – czasem śmiertelne – zakażenia.

Gdyby było inaczej, zyskałyby przede wszystkim poczucie godności, ochronę zdrowia intymnego przed, często śmiertelnymi, zakażeniami. Kolejna rzecz to edukacja – dziewczynki w czasie miesiączki opuszczają szkołę z powodu wstydu, jaki odczuwają, bo „nieczysty” stan jest napiętnowany.

Poza tym w wielu szkołach nie ma toalet, co też jest powodem nieobecności uczennic w szkole w czasie miesiączki. Zaległości w nauce kumulują się, na skutek czego dziewczęta rezygnują z nauki na dobre.

9

Fot. Edyta Stępczak

Nepalczycy demonizują nie tylko kobiecą biologię, seksualność, ale i z upodobaniem tępią czarownice, jednocześnie dużym szacunkiem obdarzając mężczyzn-szamanów. Co grozi za bycie czarownicą i na czym to polowanie na nie polega?

W Nepalu wszystko ma płeć, nawet czary. Kobieta jest źródłem zła, a mężczyzna – wręcz przeciwnie. Mężczyzna-szaman jest guru, traktuje się go w społeczeństwie jako autorytet. Wielu ludzi nadal chętniej wybiera wizytę u szamana niż u lekarza medycyny konwencjonalnej.

Natomiast oskarżenie kobiety o uprawianie czarów to skuteczny sposób na pozbycie się jej z rodziny, wioski. Społeczeństwo nepalskie jest zabobonne i te związane z czarami „argumenty” padają na bardzo żyzny grunt. Jeśli ktoś zachoruje czy nawet zdechnie krowa, to zapewne wina kobiety. Tej, której chcemy się pozbyć, np. wdowy w podeszłym wieku. Nie dość, że jej obecność w domu to zły omen, to jeszcze często, ze względu na wiek, nie ma ona dużego wkładu w gospodarstwo domowe. Podobnie z krnąbrną synową, która nie dała potomstwa – od razu wskazuje się kobietę, bez badań. Nikomu nie przyjdzie do głowy, że bezpłodny może być mężczyzna.

W takich przypadkach wypędzenie niewygodnej z jakiegoś powodu kobiety z wioski czy nawet zabicie jej jest usprawiedliwione – wystarczy oskarżyć ją o uprawianie czarów.

I ludzie, którzy tego dokonują, pozostają bezkarni?

System sprawiedliwości działa w Nepalu bardzo opornie. Zeznanie mężczyzny znaczy więcej niż zeznanie kobiety, zawsze znajdą się też potwierdzający jego wersję świadkowie.

Myślę, że Pani książka może być bolesnym spotkaniem z Nepalem. Pierwszemu rozdziałowi publikacji towarzyszy nepalskie przysłowie: „Urodzić się kobietą to przekleństwo”. Ostatniemu: „Los nie jest nigdy silniejszy niż wola, która mu się przeciwstawia”. Chciałabym więc zapytać, czy w Nepalu są kobiety-buntowniczki? Te, które działają na rzecz innych kobiet?

Oczywiście. Ostatni rozdział książki jest na pozytywną nutę. Dlaczego tylko ostatni? Podzieliłam książkę proporcjonalnie – większość mówi o kobietach doświadczających różnego rodzaju przemocy, bo tak jest w rzeczywistości, a ta mniejszość to taki promień nadziei.

To ciągle nieliczne, ale rosnące w siłę grono aktywistek – mądrych, silnych kobiet. Kierują projektami, tworzą organizacje. Mają wielkie osiągnięcia – to osoby, które zyskały uznanie na świecie za swój wkład w walkę o prawa kobiet i szerzej – człowieka.

Shrijana Singh Yonjan – pomysłodawczyni i koordynatorka Celebrating Womanhood Navadevi Awards – wyróżnienia przyznawanego co roku nietuzinkowym kobietom za ich wybitną działalność.

Anuradha Koirala, założycielka organizacji pozarządowej Maiti Nepal, działającej na rzecz kobiet, które padły ofiarami handlu ludźmi.

Kesha Pariyar, prezeska nepalskiej Narodowej Federacji Mikroprzedsiębiorców, która mobilizuje kobiety do angażowania się w samozatrudnienie, walkę z dyskryminacyjnymi praktykami na rynku pracy.

Indira Ranamagar, założycielka organizacji Prisoners Assistance Nepal, która zajmuje się opieką i wychowywaniem dzieci rodziców, odbywających karę więzienia.

Renu Sharma, współzałożycielka Nepalskiej Fundacji Kobiet. Fundacja prowadzi kooperatywę wyrobów tekstylnych, farmę żywności ekologicznej i bezpieczne domy dla kobiet i dzieci, które padły ofiarami różnych form przemocy. Dzięki swoim działaniom organizacja zachowuje samodzielność finansową.

Prativa Subedi, prezeska fundacji The Women Awareness Centre Nepal, której celem jest poprawa społeczno-ekonomicznej kondycji ludzi, przede wszystkim kobiet. Fundacja organizuje m.in. szkolenia w zakresie ekologicznego rolnictwa.

W Nepalu jest też grupa kobiet świadomych konieczności działań, ale jednak biernych. Nie mają wsparcia najbliższych, może boją się reperkusji, kary ze strony krewnych, gdyby otwarcie sprzeciwiały się swojej sytuacji. Narzekają więc tylko w zaufanym gronie. Mają już jednak tę świadomość i nie chcą żyć jak ich babki i matki.

Wiele kobiet funkcjonuje jednak w przekonaniu, że scenariusz, jaki napisał dla nich los, jest jedynym możliwym, więc akceptują go, czują się szczęśliwe. Bardzo im w tym pomaga główna filozofia życiowa Nepalczyków – fatalizm. Przekonanie, że wszystko zostało zaplanowane przez jakąś nadrzędną siłę, zgodnie z boską wolą, a człowiek nie ma kontroli nad własnym życiem ani władzy aby coś zmienić. Należy to uszanować, ich punktu widzenia.

Tym, o co chodzi mi i innym aktywistkom jest prawo wyboru – żeby kobiety świadome też miały wybór, żeby miały wsparcie państwa w postaci przepisów prawnych, a także najbliższego otoczenia. Żeby nie były palone żywcem, oblewane kwasem, kiedy chcą się rozwieść czy nie chcą rodzić więcej dzieci. Teoretycznie, według konstytucji, kobieta i mężczyzna są równi, pojawia się coraz więcej przepisów prawnych sprzyjającym kobietom, ale one są powszechnie ignorowane. Nie ma jeszcze w społeczeństwie gotowości na nowe. Zmiany w mentalności nie zachodzą tak szybko, jak w prawie.

Poznajcie sylwetkę Indiry Ranamagar:

No właśnie – ile to może potrwać?

Możemy wyłącznie spekulować. Na pewno to kwestia jednego pokolenia, by widzieć poważne zmiany. Weźmy, dyskusyjny moim zdaniem, przykład kraju wolności obywatelskich, jakim są Stany Zjednoczone. W latach 60. jeszcze zabijano czarnoskórych bez konsekwencji prawnych, a w 2008 roku prezydentem został Barack Obama.

Zmiany często zaskakują – kilkanaście lat temu nikt się nie spodziewał, że Nepal zostanie republiką. Król był tam przez wielu uważany za wcielenie boga Wisznu, a jednak społeczeństwo uznało, że nie służy już ich interesom i obalono monarchię. Zatem wszystko jest możliwe.

Młodzi ludzie w Nepalu często mówią mi: „My jeszcze nie, ale naszym dzieciom pozwolimy, by żyły tak, jak będą chciały”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s