Aleksandra Chrobak: Fashionistki zrzucające czadory to symboliczny obraz zachodzących w Iranie zmian [WYWIAD]

Ukończyła religioznawstwo i polonistykę, studiowała iranistykę i jest „zawziętą tropicielką tajemnic Bliskiego Wschodu”. Przez 5 lat mieszkała w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wielokrotnie podróżowała do Iranu. O kim mowa? O Aleksandrze Chrobak, której ostatnio wydana książka „Fashionistki zrzucają czadory” cieszy się niemałą popularnością, podobnie jak wcześniejsze „Beduinki na Instagramie”. W obu publikacjach autorka dużo uwagi poświęca kwestii kobiet, o której (a także o wielu innych sprawach związanych z Iranem i ZEA) zgodziła się ze mną porozmawiać. Zapraszam do lektury! 

Niedawno została wydana Pani książka „Fashionistki zrzucają czadory”, podczas lektury której czytelniczki i czytelnicy mogą wraz z Panią odkrywać Iran. Co Pani zdaniem może osoby, które o tym kraju słyszały tylko co nieco z przekazów medialnych, zaskoczyć w „Fashionistkach…” najbardziej? Mnie np. zdziwił fakt, że Irańczycy wcale nie są tacy religijni, jak mogłoby się wydawać.

Aleksandra Chrobak: Według badań statystycznych tylko 1.4 procenta Irańczyków regularnie odwiedza meczety. Szyizm, odłam islamu wyznawany w Iranie, ma też inne formy kultu, jednak dane dają do myślenia. Młodzi Irańczycy raczej marzą o wyjeździe do Miami niż do Mekki. Zaskoczyć może też czytelników, że Iran to nie jest kraj arabski, tylko indoeuropejski, to dawna Persja, z którą dzielimy kulturowy mianownik, nasze języki są nawet spokrewnione. Sarmaci, od których chciała się wywodzić polska szlachta, to ludy irańskie. Jeśli tylko odrzucić stereotypy, które w naszą świadomość wżarły się jak napalm, czyli czarne czadory i srogiego ajatollaha w turbanie, to może okazać się, że nie dzieli nas tak wiele.

cover

„Fashionistki zrzucają czadory” Aleksandry Chrobak znajdziecie w (niemal) każdej księgarni internetowej i wielu księgarniach stacjonarnych. Polecam! Lektura wciągająca, pełna ciekawostek społeczno-historyczno-politycznych, a jednocześnie napisana w przystępny sposób.

W książce wspomina Pani, że przed pierwszą wizytą w Iranie udała się Pani do ambasady w pełnym rynsztunku – z chustą na głowie, co wzbudziło niemałe zdziwienie pracowników placówki. Po kolejnych wizytach nie stanowi już dla Pani problemu poruszanie się po niedostępnych przeciętnemu niemuzułmańskiemu oku zakątkach meczetu. Jak to się stało, że zaczęła się Pani czuć w tym kraju tak swobodnie?

Byłam pierwszy raz w tym kraju jeszcze jako studentka iranistyki. To było ponad dekadę temu. Dziś wizy dostaje się na lotnisku, ale wtedy organizowanie „wyprawy” do Iranu to było wielkim przeżyciem. Trenowałam eleganckie zakładanie chusty, nie wiedząc do końca, jak to wygląda. Okazało się, że Irańczycy są niesamowici gościnni i otwarci. Chusta to raczej listek figowy, a meczety i sanktuaria wręcz zapraszają zachodnich turystów. Na pewno pomaga choćby podstawowa znajomość perskiego. Działa jak lodołamacz irańskich serc, bo pokazuje, że interesujemy się tą kulturą, mamy do niej szacunek. Jednak nawet z podstawowym angielskim możemy liczyć na serdeczność i gościnę.

bazar

Na irańskim bazarze. Fot. Aleksandra Chrobak

Wydaje się, że wraz z upływem czasu w zakresie praw człowieka następuje na świecie postęp, zwłaszcza w przypadku praw kobiet. W 1979 roku w Iranie miała miejsce rewolucja, której symbolem stało się ubranie kobiet w czadory. Czy więc w kwestii praw kobiet można by powiedzieć, że czas w porewolucyjnym Iranie się cofnął? Czy ta symboliczna zasłona wcale nie oznacza realnego pogorszenia ich sytuacji?

„Czador jako symbol zniewolenia kobiet”… My po prostu nie potrafimy widzieć Iranu inaczej. To dlatego powstała moja książka „Fashionistki zrzucają czadory”. Jej tytuł to symboliczny obraz zmian, jakie w tym kraju zachodzą. Czador już od dawna nie dominuje na ulicach, a kobiety za pomocą mody i autoekspresji kruszą reżim. Czador nigdy nie był w Iranie obowiązkowy, w odróżnieniu od chusty. To z nią walczą młode kobiety ubrane w jeansy rurki i krótkie kimona zamiast czarnych płacht. Nawet panie w czadorach sprzeciwiają się obowiązkowym hidżabom. Myślę, że za kilka lat zostanie on zniesiony. Już dziś na ulicach miast jest fikcją. Dziewczyny w blond lokach narzucają na głowę skrawek chustki, która i tak zaraz spada im na ramiona. Kobiety mają dostęp do edukacji (jest więcej studentek niż studentów), są obecne na rynku pracy, jeżdżą samochodem. Natomiast wciąż wiele jest do zrobienia w aspekcie prawa rodzinnego i równouprawnienia. Nie ma co ukrywać, że w Iranie rządzi teokratyczny reżim, przeciw któremu społeczeństwo coraz głośniej się buntuje.

Jakie jest zaangażowanie przeciętnego Irańczyka czy przeciętnej Iranki w politykę? Czy w Iranie można mówić o istnieniu społeczeństwa obywatelskiego?

Myślę, że to dopiero się zaczyna. Niemal wszyscy chcą zmian i odejścia mułłów. Nie ma jednak struktur, partii opozycyjnej. Potrzebna jest siła, która byłaby w stanie totalnie przebudować system polityczny i zmienić konstytucję. To długi proces. My na swoją wolność też musieliśmy zapracować.

Już jednak czuć sporą odwilż, rząd coraz częściej idzie na rękę obywatelom i luzuje prawo. Większość społeczeństwa jest poniżej trzydziestki. To fala, której nie da się zatrzymać. Od zeszłego roku np. nie wolno aresztować za nieodpowiedni strój, brak hidżabu czy nieprzystojne zachowanie w miejscu publicznym, jak trzymanie się za rękę.

Wielu Irańczyków czeka na powrót syna szacha, który miałby być panaceum na wszystkie bolączki i jak mesjasz, który notabene jest ideą perską, ich zbawi. Niemało młodych ludzi, z którymi rozmawiałam, chce się wyrwać z kraju lub odkleja od politycznej rzeczywistości, popadając w konsumpcjonizm. Irańczycy także są pod wpływem globalnych trendów. Nastolatki też oglądają satelitę, grają w PS4, szpanują Burberry, nawet jeśli jest to podróba i przesiadują w galeriach handlowych. Są jednak i tacy, którzy aktywnie biorą udział w protestach antyrządowych. Patriotyzm w Iranie to nie poparcie dla mułłów, ale duma w własnego dziedzictwa, z którym idee ajatollahów stoją w sprzeczności.

33

Kultura mniejszości etnicznych powoli odchodzi w zapomnienie… Fot.: Aleksandra Chrobak

Iran stał się w ostatnich latach modnym celem podróży – osoby, które go odwiedzają zachwalają ekstremalną wręcz gościnność Irańczyków, zabytki, kulturę tego kraju. A jak wygląda ciemna strona Iranu? Które kwestie uważa Pani za najbardziej palące, wymagające zmiany?

Do tego dochodzi natura, Iran ma m. in. świetne stoki narciarskie. Nie samymi błękitnymi meczetami, fortami z gliny i zabytkami z Persepolis Iran stoi. Warto też wspomnieć o koczownikach w górach Zagros, których wciąż można spotkać.

Jeśli chodzi o kwestie wymagające zmiany, w sensie nie tylko obalenia reżimu, to na pewno jest to kwestia LGBT. Piszę o tym sporo w mojej książce. Społecznie mniejszości seksualne wciąż nie są akceptowane, już nie wspominając o systemowej dyskryminacji i penalizacji. Co nie znaczy, że nie ma gejów czy lesbijek w Iranie, jednak nie ma póki co szans, że wyjdą z szafy na ulice z wielka tęczową flagą.

DSC_0806 copy

W Różowym Meczecie w Szirazie. Fot.: Aleksandra Chrobak

„Fashionistki zrzucają czadory” to Pani ostatnia książka, ale wcześniej napisała Pani również „Beduinki na Instagramie”, pozycję poświęconą Zjednoczonym Emiratom Arabskim. Emiratczycy jeszcze kilkadziesiąt lat temu, zanim wzbogacili się na ropie, byli biednym narodem, żyjącym w namiotach na pustyni, dziś Dubaj jest sukcesem zbytku i luksusu. Mieszkańcy ZEA uwielbiają nowe technologie i to, jak umożliwiają im one utrzymywanie kontaktu między sobą, co w tzw. realu, zwłaszcza między osobami różnych płci, jest utrudnione. Czy temu umiłowaniu technologii i wszystkiego, co nowoczesne, towarzyszy jakakolwiek postępowość w relacjach damsko-męskich, większa niezależność kobiet? Czy od czasu tych namiotów niewiele się w ZEA zmieniło?

W ciągu jednego pokolenia dokonał się niesamowity skok cywilizacyjny w ZEA. Zmiany społeczne nie zachodzą tak szybko. Owszem babina w nikabie czasem potrafi zadzwonić ze złotego iPhone’a, ale ta sama pani urodziła się w namiocie na pustymi na liściach palmowych i często nie umie się podpisać.

Nowe pokolenie otrzymało dostęp do edukacji i świetny standard życia, jednak to za mało czasu, aby odszedł w niepamięć patriarchalny, beduiński model rodziny. Z pewnością pomaga w emancypacji Emiratek niezależność finansowa. Coraz więcej kobiet pracuje i nie musi już polegać całkowicie na mężu czy trwać w beznadziejnych związkach, bo sama się nie utrzyma. Stąd też i reakcja wielu młodych Emiratczyków, którzy zamiast niezależnych i kapryśnych krajanek w porsche wolą potulne Jemenki czy Saudyjki.

beduinki

„Beduinki na Instagramie” czytało mi się trudniej niż „Fashionistki zrzucają czadory” nie za względu na treść czy formę, ale poznawanie trudnej sytuacji kobiet w ZEA. 

Ważnym elementem obu publikacji jest rola i pozycja kobiety w społeczeństwie, w kulturze islamu. Po lekturze Pani książek mam wrażenie, że kobiety w Emiratach i w Iranie są zupełnie inne. Iranki sprawiają wrażenie twardych babek, nawet jeśli są przyjazną matroną o bujnym biuście ukrytym pod czadorem. To kobiety, które chcą wolności, a w warunkach, w jakich żyją korzystają z niej możliwie jak najbardziej. Emiratki zdają się za to żyć w klatce, bez większej chęci jej opuszczenia, bez świadomości, że może być inaczej. Czy tak rzeczywiście jest? Czy mieszkanka ZEA mogłaby stwierdzić: „Tak, kobieta jest równa mężczyźnie”? Czy mimo swojego dobrobytu nie są wolne?

Iran i ZEA to kompletnie inne światy, mimo że oba to kraje muzułmańskie. W Emiratach rząd jest progresywny, a społeczeństwo bardzo konserwatywne. Nie ma nakazu noszenia chusty czy muzułmańskiego stroju. Mimo to Emiratki codziennie, niemal w 100 procentach, wychodząc z domu ubierają czarną abaję i chustę, mimo że teoretycznie nie muszą. Tak silny jest tam nacisk tradycji.

W Iranie jest odwrotnie. Społeczeństwo jest otwarte, nowoczesne, a konserwatywny rząd je nieustannie ogranicza. Iran ma historię sięgającą 2,5 tysiąca lat, a babcie dzisiejszych nastolatek biegały po Teheranie w krótkich spódniczkach, z kwiatami we włosach i rozprawiały po francusku o filozofii na uniwersytetach. ZEA jako kraj liczy sobie niespełna 50 lat. Dla Emiratek jest naturalne, że tzw. „opiekun”, czyli ojciec, brat czy mąż wie lepiej. Nie jest to zawsze wymuszane, to relacja oparta na autorytecie, trochę przypominająca związek rodzica z dzieckiem, które ten rozpieszcza ale i stawia granice, wie, co dla niego najlepsze. Są jednak i Emiratki przełamujące beduińskie tradycje, jak modelki czy pilotki samolotów, jednak wciąż w dużej mierze muszą uzyskać aprobatę rodziny i klanu.

5

Jak wyglądają polskie sanktuaria – wiemy. Na zdjęciu wnętrze sanktuarium w Iranie. Fot.: Aleksandra Chrobak

W Iranie mamy fashionistki, w ZEA – instagramerki. Jak ważny w życiu kobiet z krajów islamskich jest wygląd?

Bardzo. Piękno zawsze było w Iranie wielka wartością. Warto spojrzeć choćby na miniatury. Do tego dochodzą media społecznościowe, które znoszą granice między tym, co prywatne i publiczne, tak w Iranie, jak i w ZEA. Na Instagramie kobiety mogą być sobą, pokazywać urodę bez ograniczeń muzułmańskiego stroju oraz dzielić nowymi trendami.

Nie zapominajmy też, że w Iranie nigdy nie było i nie ma tradycji zasłaniania twarzy. Nie jest tak, że można niepowabne lico zasłonić nikabem. Iran to drugi pod względem ilości operacji plastycznych nosa kraj na świecie. Robią je nie tylko kuguarzyce, ale i dziewice w czadorach, a nawet sprzedawcy warzyw na rogu ulicy z perskim dywanem na klacie. W Iranie obowiązuje zachodni model urody, czyli blond, mały nos i kardashiańskie kształty.

Emiratki też w pewnym sensie inspirują się tym kanonem poprzez zakładanie niebieskich i zielonych soczewek, ale blondu jest tam dużo mniej w porównaniu do tego, co dzieje się w Iranie. To chyba znak emancypacji. Kobiecości nie jest w stanie wyrugować żaden islamski zakaz. W ZEA kobieta nawet od stóp do głów w czerni, z zasłoną odkrywającą tylko oczy, potrafi uwodzić! A to makijażem oka, błyszczącą torebka czy koronkową szpilką. Iranki maja więcej pola do popisu i każda chce być jak bogini Hollywood. Jest to swoisty wyraz feminizmu i należy się im za to szacunek.

zakupy

Iranki uwielbiają zakupy w luksusowych sklepach i tych, które tylko sprzedają podobne do oryginałów ubrania. Fot.: Aleksandra Chrobak

Czy spotkała Pani w Iranie albo w ZEA małżeństwa, które mogłaby Pani nazwać partnerskimi w naszym polskim czy zachodnim rozumieniu? Czy kobiety żyjące w tych krajach w ogóle by tego oczekiwały?

W dużej mierze zależy to od wykształcenia nie tylko partnerów, ale ich rodzin i ich otwartości. Ważnym czynnikiem jest też postrzeganie małżeństwa w islamie. To raczej związek oparty na szacunku, kontrakt z zakresem praw i obowiązków niż akt irracjonalnego porywu, tak jak każe nam miłość rozumieć popkultura. Nie znaczy to, że nie ma w krajach muzułmańskich małżeństw z miłości. Więcej takich par spotkałam jednak w Iranie, ze względu na różnice kulturowe, o których mówiłam.

I na koniec: co Irańczycy i mieszkańcy Emiratów wiedzą o Polsce? Czy z czymś im się kojarzymy, czy mają o nas raczej mgliste pojęcie? 

Po arabsku Polska to Bolanda, dlatego , że w tym języku nie ma „p”, natomiast w perskim używa się tradycyjnej nazwy Lahestan. Młodzi ludzie kojarzą nasz kraj przeze wszystkim poprzez gwiazdy piłki nożnej. W Iranie to prawdziwie kultowy sport. Tam też słyszało się o trochę Wałęsie. W obu tych krajach najczęściej też przychodzi ludziom na myśl chłód i wieczna zima, na co zawsze mam rozbrajającą ripostę, że mamy za to gorące serca i temperamenty.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Znacie książkę Aleksandry Chrobak? Planujecie podróż do Iranu, a może Wasze stopy stanęły już w dawnej Persji?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s